poniedziałek, 13 października 2014

7. Naturalne sposoby: siemię lniane i len mielony

Witam!

Dzisiaj postanowiłam, że na blogu pojawi się nowy cykl, który dotyczył będzie naturalnych sposobów pielęgnacji włosów od zewnątrz i wewnątrz. Zacznę od, zapewne, dobrze Wam znanego lnu. Później pojawią się pewnie mniej znane metody, ale zacznijmy od podstaw. :)

Na początek odrobina teorii:

Siemię lniane- nasiona lnu zwyczajnego używane jako zielarski środek leczniczy. Jest to jeden z najpopularniejszych środków stosowanych w medycynie naturalnej. Len stosuje się przy dolegliwościach układu pokarmowego i oddechowego. Ma on działanie osłonowe oraz stabilizujące. Używa się go do zapewnienia prawidłowej perystaltyki jelit (również przy zaparciach i biegunkach) oraz przy nieżytach, owrzodzeniach i nadkwasotach. Siemię lniane obniża poziom "złego cholesterolu" (LDL) oraz używane jest w profilaktyce nowotworowej (potrafi spowolnić tempo podziału komórek nowotworowych). Używane jest również przez osoby, które pracują głosem, ponieważ nawilża śluzówkę, można go również stosować przy suchym kaszlu.

Nasiona lnu zawierają bardzo dużo składników, których potrzebuje nasz organizm:
  • błonnik
  • białko
  • witaminę B1
  • witaminę B3
  • witaminę B6
  • witaminę B9
  • witaminę B12
  • wapno
  • magnez
  • żelazo
  • cynk
  • potas
  • fosfor
  • aminokwasy
  • tłuszczy wielonasycone i jednonasycone 
 UWAGA!!!

 Len można spożywać w postaci siemienia lnianego oraz lnu mielonego. Ja polecam drugą opcję, ponieważ nasiona siemienia zawierają substancje cyjaogenne i należy uważać, aby ich nie spożywać zbyt dużo. Generalnie nie należy samemu mielić siemienia lnianego, ponieważ w momencie gdy rozłupujemy ziarno aktywują się enzymy, które przemieniają glikozydy w cyjanowodór. Cyjanowodór to inaczej kwas pruski i jego 1 mg na kg naszej masy ciała grozi ciężkim zatruciem lub śmiercią. Do aktywacji tych enzymów (czyli cyjanogenezy) nie dochodzi, gdy nie rozłupiemy ziaren siemienia lub zagotujemy je w gorącej wodzie (chłodna przyspiesza cyjanogenezę). Także trzeba uważać, ponieważ dużo ludzi woli sobie samemu zmielić len, ponieważ uważa to za bardziej naturalną metodę niż kupienie zmielonego lnu i podaje len w takiej postaci dzieciom.
Jeżeli chcecie więcej poczytać o cyjanogenezie odsyłam tu, ja tylko mniej więcej streściłam to czego się tam dowiedziałam.


Zacznę od lnu mielonego, czyli od odżywiania wewnętrznego. Jak mogliście przeczytać wyżej warto jeść len nie tylko ze względu na nasze włosy (len przyspiesza ich porost oraz zmniejsza wypadanie), ale również wtedy gdy chcemy poprawić perystaltykę jelit, polepszyć przemianę materii, ochronić nasz żołądek gdy przyjmujemy dużo leków (ja z tego powodu zaczęłam jeść len), zwiększyć odporność i w wielu innych przypadkach. 

Lnu mielonego nie należy jeść na sucho. Muszę przyznać, że ja tak dłuższy czas robiłam, jednak potem farmaceuta wyjaśnił mi czemu lepiej jeść go pomoczonego czymś. Wyobraźcie sobie sytuacje, że macie w ręce garść mąki i zamaczacie rękę pod wodą- powstaje taka klucha. I to samo dzieje się ze suchym lnem mielonym, który jemy- powstaje nam klucha w żołądku. Oczywiście to nie jest nic szkodliwego, ale lepiej zjeść len "na mokro", żeby wytworzył się śluz i pokrył ściany żołądka i przewodu pokarmowego. 

Generalnie len mielony można przygotowywać na milion sposobów i dodawać go do wielu dań- deserów, sałatek czy nawet do zagęszczania zupy.
Można mieszać go z jogurtem, lodami, owocami, czekoladą i mnóstwem innych dobroci. Ja wybieram jeden z najprostszych sposobów, ponieważ cierpię na notoryczny brak czasu:


Do miseczki wsypuję dwie łyżeczki lnu mielonego, 4 łyżeczki mleka i słodzę to połową łyżeczki cukru. Wiadomo- cukier najzdrowszy nie jest, ale mi niezbyt smakuje sam len mielony, ponieważ ma gorzkawy smak i nie do końca pasuje mi konsystencja, natomiast po dodaniu cukru jest to smaczne. Na zdjęciu widzicie również sól, ponieważ w zależności od upodobań zamiast cukru można użyć soli. Oczywiście pamiętajcie, że zawsze lepiej używać soli morskiej niż zwykłej soli.


Generalnie na upartego z lnu mielonego można przygotować coś na włosy, jednak o wiele popularniejsze jest stosowanie siemienia na włosy i ja również się tego trzymam.


Żel lniany

Z siemienia lnianego możemy wytworzyć żel lniany- tzw. glut. Możemy go stosować jako maskę na włosy (czyli po myciu nakładamy jak maskę), możemy nim laminować włosy (o czym możecie poczytać tu) lub użyć go jako bazę pod olejowanie, aby nawilżyć włosy przed olejowaniem (pamiętajmy o świętej trójcy humektanty, emolienty i proteiny). Aby wytworzyć żel wystarczy zalać dwie łyżki siemienia wodą (półtora szklanki) i gotować przez 10 minut, po czym od razu oddzielić ziarna od lnu (dokładniej to opisywałam tu). Taka porcja wystarcza na dwa razy na bardzo długie i gęste włosy, więc możecie zrobić nawet połowę. Po glutku włosy są nawilżone, gładkie, przyjemne w dotyku, nie plączą się, są nawilżone i lejące. 

Ziarna siemienia

Nie wyrzucajmy ziarenek! Oprócz zjedzenia ich możemy zastosować je na twarz. Wystarczy położyć ziarna na twarz i poleżeć tak około 15 minut. Po takim zabiegu skóra twarzy jest gładka i nawilżona, a my nie marnujemy naszych ziarenek. ;)

Kąpiel

Poza twarzą możemy również nawilżyć nasze ciało. I wcale nie potrzebne nam będą balsamy. Wystarczy przygotować sobie żel lniany (troszkę większą porcję, np. z 5 łyżek siemienia) i wlać go do wody. Nasza skóra będzie później niesamowicie nawilżona, także warto spróbować. 

Płukanka do włosów

Żel przygotowujemy jak zwykle i rozcieńczamy go z wodą. 2 łyżki siemienia zalewamy 2 szklakami wody i używamy tego po spłukaniu włosów wodą. Po użyciu nie spłukujemy już włosów. Włosy po takiej płukance nie będą się puszyć, plątać, będą przyjemne w dotyku i błyszczące.

Stylizator

Tej metody nigdy nie próbowałam (nie chcę podkreślać moich fal, wolałabym się ich pozbyć :P), ale wyczytałam, że przy włosach falowanych i kręconych idealnie sprawdza się w postaci stylizatora. Ponoć dobrze trzyma włosy, a zawsze lepsze to niż żel drogeryjny, który nie jest do końca naturalny.

Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do stosowania lnu zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie. Ja generalnie jestem zwolennikiem naturalnej suplementacji, ponieważ uważam, że i tak za dużo chemii dziennie pochłaniam w swoich posiłkach, więc nie chcę sobie dorzucać jej jeszcze w suplementach i wciąż szukam jakichś naturalnych metod odżywiania włosów (i nie tylko) od wewnątrz.

Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Z lnem mi jakoś nie po drodze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam len.Najczęściej dodaję go do jogurtów albo sałatek,chleb kupuję też z posypką z lnu. Na włosach jako płukanka albo wcierany glut nigdy mnie nie zawiódł,polecam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. siemie znam, wiem że ma mnóstwo zastosowań, co do lnu to coś z ciuchów ma chyba w składzie len. Mama jakiś olej lniany gdzieś ma:))

    OdpowiedzUsuń
  4. olej lniany też jest świetny na włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam zamiar wypróbować płukanki lnianej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę to w takim razie wypróbować, bo dużo włosów mi wypada :(

    http://voanni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award ;) Więcej info u mnie.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli chcesz, abym zaczęła obserwować Twojego bloga, dodaj mojego do obserwowanych i daj mi o tym znać w komentarzu! :)